Strona główna Archiwum Sprzęt Galeria zdjęć Ruch amatorski Redakcja
 

nr 3/2000 (17)

Sydney 2000


"GRA W CHIŃCZYKA"


O
limpijski turniej tenisa stołowego XXVII IO w Sydney skończył się, podobnie jak przed czterema laty w Atlancie, złotym żniwem Chińczyków. Reprezentanci Państwa Środka zdobyli wszystkie cztery złote medale, trzy srebrne, jeden brązowy. Polacy, mimo dobrej gry przeciwko mistrzom Olimpiady, poza ćwierćfinałem.

PRZEDZIAŁ MARZEŃ

Nasze refleksje poolimpijskie zaczniemy od startu Pola
ków, których występ w Sydney należy uznać co najmniej za solidny. Lokaty Polaków w grze pojedynczej to miejsce w przedziale 9-16 Lucjana Błaszczyka i m.33-48 Tomasza Krzeszewskiego. W grze podwójnej m.9-16 pary Błaszczyk/Krzeszewski. Te miejsca na pewno nie są polskim "przedziałem marzeń". Nasi reprezentanci przegrali jednak nieznacznie decydujące gry z najlepszymi, po wspaniałej walce. Kilka miesięcy przed Olimpiadą, po pamiętnych problemach zdrowotnych Krzeszewskiego i perturbacjach z kwalifikacją w singlu oraz deblu, wydawało się sukcesem, że w ogóle był awans. W trakcie turnieju w Sydney okazało się, że Polacy są znakomicie przygotowani. Uwagę fachowców i mediów przykuwali szczególnie nasi debliści. Styl, w jakim wygrali swoją grupę eliminacyjną - 2:0 (11,18) z Czechami Korbel/Plachy i 2:0 (13,15) z Brazylijczykami Hoyama/Kawai, rozbudził wśród kibiców w Australii i nad Wisłą nadzieję na medal. Nastroje "chłodził" nieco trener Stefan Dryszel: "...spokojnie, abyśmy nie trafili w I rundzie turnieju głównego na Chińczyków". Niestety, trafiliśmy. W Sydney obowiązywała w turnieju debla zasada, że zwycięzcy grup eliminacyjnych będą dolosowani do 8 rozstawionych par w turnieju głównym, które miały najlepszy ranking przed Olimpiadą. Pary te nie musiały bić się w eliminacjach. Nasz debel na przełomie roku 1997/98 był sklasyfikowany w pierwszej ósemce świata, ale z różnych przyczyn w roku olimpijskim marny mieli dorobek w rankingu. Polacy wylosowali debel Kong Linghui/Liu Guoliang. Trudniej się nie dało,...Chińczycy to m.in. mistrzowie olimpijscy (1996 r.) i świata (1997,1999). Jest powiedzenie, że " jak spaść to z dobrego konia", Polacy mogli się jedynie zmobilizować starą regułą mistrzów " ...jeśli ktoś ma być pierwszy, to wszystko jedno kiedy wygra z dotychczasowym numerem jeden". Mimo wspaniałej postawy naszych zawodników skończyło się 2:3 (-16,12,19,-18,-18) dla Azjatów. W trakcie meczu był taki moment, że Tomek i Lucek byli blisko ćwierćfinału... po trzech setach prowadzili 2:1 i w czwartym 10:4. Czego zabrakło w tym momencie ?...zimnej kalkulacji jak rozwiązać poszczególne akcje, ...nasi po stracie każdego kolejnego punktu byli coraz mniej swobodni w grze, w kilku akcjach niewiarygodne szczęście mieli Chińczycy, wg oceny trenera Dryszela zadecydowały problemy z odbiorem serwisu, ...prowadzili jeszcze 18:16, 18:17 ...wtedy Liu Guoliang, serwując na Krzeszewskiego doprowadził do zwycięstwa w czwartym secie. W piątym secie utytułowani rywale kontrolowali grę, aczkolwiek wygrali tylko 3 małymi punkcikami. W turnieju singla Krzeszewski zakończył udział w fazie eliminacji, po zajęciu drugiego miejsca w grupie "K". Decydujący o zwycięstwie w grupie mecz przegrał z Holendrem Danny Heisterem 0:3 (-13,-19,-17). Porażka z rywalem, który w światowym rankingu jest wyżej o 40 miejsc, ujmy nie przynosi. Jednakże Krzeszewski wygrywał już z Holendrem w swojej karierze, jeśli chce wskoczyć na wyższy pułap musi w najbliższej przyszłości wygrywać regularnie z zawodnikami klasy Heistera. Zwycięstwo 3:0 (16,11,17) w drugim pojedynku w grupie z Australijczykiem Russelem Lavallem było honorowym pożegnaniem z turniejem. Lucjan Błaszczyk wygrał eliminacyjną grupę "E" po niełatwym zwycięstwie 3:2 (-15,16,-19,16,18) nad Rumunem Crisanem i pewnym 3:0 (8,10,20) z Australijczykiem Simonem Geradą. Pełnię swoich możliwości pokazał Lucek w dwóch następnych grach. W I rundzie turnieju głównego (1/16 finału) w efektowny sposób pokonał 3:0 (5,17,13) Jean-Philippe Gatien’a. Zwycięstwo w takim stylu nad byłym mistrzem świata (1993) i wicemistrzem olimpijskim (1992) jest zawsze nobilitujące. W grze o "ósemkę" Błaszczyk trafił na "jedynkę" w rozstawieniu, Kong Linghui’a. Po przegranym pojedynku deblowym z Kongiem i jego partnerem ciężko było Polakowi zmobilizować się znowu do gry o "najwyższym współczynniku trudności". Porażka 2:3 (18,-17 -10,20,-14) z późniejszym mistrzem olimpijskim ma swoją wymowę ...Obydwaj zagrali znakomicie, wygrał Chińczyk, który jak na razie jest na wyższym pułapie pingpongowego wykształcenia. Tak zakończyła się olimpijska przygoda Polaków w krainie kangurów. Należy stwierdzić, że nasza skromna ekipa zostawiła po swoich występach dobre wrażenie. Zawodnicy zagrali na maksimum swoich możliwości, trener Stefan Dryszel do głównej imprezy czterolecia przygotował ich doskonale. Trafić z formą w naszej dyscyplinie wcale nie jest tak łatwo. Osiągnąć wielki wynik sportowy jeszcze trudniej. Naszym zawodnikom byłoby łatwiej awansować do ćwierćfinału, półfinału gdyby mieli lepsze rozstawienie, szczególnie jeśli chodzi o debla. Jednak aby mieć wysoką pozycję w rankingu potrzeba wieloletniej przemyślanej polityki szkoleniowej i startowej. Igrzyska są raz na cztery lata, tak więc nie wystarczy kilka miesięcy doraźnych działań. Tak naprawdę to zawodnicy, szkoleniowcy i działacze powinni już w praktyce realizować plan przygotowań do IO Ateny’2004.

CHIŃSKA ALEJA

Gdyby powstała "aleja gwiazd" złotych olimpijczyków
w tenisie stołowym to gwiazdy poświęcone byłyby głównie Chińczykom. Od Seulu do Sydney zdobyli 13 złotych medali z 16 jakie wręczono, 2 dostałyby się Koreańczykom, 1 gwiazda byłaby poświęcona legendarnemu Szwedowi Waldnerowi. Chiński apetyt na medale także okazał się niepohamowany w Sydney. Najtrudniej w drodze do złota zawodnikom z "Państwa Środka", z czterech konkurencji było w męskim singlu . W turnieju tym od początku działy się rzeczy arcyciekawe. W fazie rozgrywek grupowych odpadli m.in. dwaj znakomici defensorzy, ale przegrali po emocjonującej walce z wybitnymi specjalistami od gry na obronę. Belg Philippe Saive wyeliminował Białorusina Evgienija Shchetinina, Niemiec Peter Franz pokonał hinduskiego Anglika Mathew Syeda. W I rundzie turnieju głównego odbyło się wiele pojedynków równorzędnych rywali, w wyniku których odpadło z turnieju wiele sław. Czwarty zawodnik z Atlanty Peter Korbel (0:3 z J-M.Saive), Peter Karlsson, aktualny mistrz Europy przegrał 2:3 z Rosskopfem - były mistrzem Europy (1992). Kim Taek Soo, trzeci singlista z IO’92 (Barcelona) nie sprostał 19-letniemu Timo Boll’owi. Duże poruszenie wzbudziła porażka Gatien’a z Błaszczykiem. Przykrą niespodzianką dla Chorwatów była przegrana Zorana Primoraca z Japończykiem Toshio Tasaki. Kto miał przegrać w 1/8 finału ?...tu już każdy miał złote sny... Jak choćby Błaszczyk, który bardzo się starał zastopować Konga. Młody Niemiec Boll przegrał dopiero w 5 secie z Wernerem Schlagerem (Austria). Rewelacja minionego sezonu Chiang Peng-Lung (Tajwan), musiał uznać wyższość niewysokiego 20-latka z Chin, Liu Guozheng’a. Francuz Damien Eloi był bliski supersensacji ...prowadził 2:0 w meczu z mistrzem olimpijskim (1996) Liu Guoliangiem, trzeciego seta przegrał do 20 (!!!), ...do ćwierćfinału los zaprosił Chińczyka. Mecze 1/4 finału to pojedynki gigantów. Zakwalifikowali się dwaj mistrzowie olimpijscy i świata, dwaj mistrzowie świata, brązowy medalista olimpijski, wicemistrz świata, brązowy medalista mistrzostw świata, najskromniej w tym towarzystwie prezentował się Liu Guozheng, młodzieżowy mistrz świata (1997). To oczywiście tylko wybrane tytuły singlowe ćwierćfinalistów IO Sydney’2000. Znowu pięciosetowy mecz musiał stoczyć Kong, aby wygrać ze Schlagerem, brązowym medalistą MŚ z Eindhoven . Jeszcze raz błysnął weteran Jörgen Persson, nie pozwalając na awans trzeciego Chińczyka do półfinału - Liu Guozhenga. Nadzwyczaj łatwo z Rosskopf’em wygrał Liu Guoliang, cudem ocalony w poprzedniej grze. Horror w meczu Waldner - Samsonov. Białorusin wygrał dwa pierwsze sety po "dramatach", wtedy Waldner rozumiejąc iż jego szanse na medal błyskawicznie topnieją, przejął inicjatywę i wyprzedzał Samsonova, często grając bardzo mocno już pierwsze tempo, w piątym secie wygranym do 19 Szwed miał też sporo szczęścia. Waldner w tym pojedynku ...wrócił z dalekiej podróży, po jego zakończeniu słynący z "zimnej krwi" Szwed wyraźnie się wzruszył. Samsonov rozczarował nie tyle porażką z legendarnym Szwedem, ale faktem, że po raz drugi przegrał szansę na półfinał olimpijski w sytuacji, gdy prowadził 2:0. W Atlancie (1996) pozwolił się "wymknąć" Chińczykowi, Wang Tao. Uczestnicy szwedzko-chińskich półfinałów to multimedaliści wielu światowych imprez. Tytułami mogliby obdzielić wszystkich 64 uczestników turnieju olimpijskiego. Teraz jednak najważniejszy był ten, którego jeszcze nie mieli...Kong i Persson nie byli w karierze tylko mistrzami olimpijskimi w singlu, Waldner i Liu nie posiadali jeszcze w kolekcji drugiego złota. Kong bardzo skutecznie zniechęcił Perssona po czterech setach..., w drugim półfinale zadziwiająco pewnie w trzech setach poradził sobie Waldner z Liu. Otóż dotychczas Liu Guoliang uchodził za specjalistę od gry przeciwko Waldnerowi. Szczególnie upokorzył Szweda na MŚ w 1995 roku (Tijanin). W Sydney jednak było widać, że "Waldi" pilnie odrobił "pracę domową" z zakresu taktyki przeciwko Liu. Zrezygnował ze zwykłej sobie nonszalancji w grze, od początku pojedynku starał się mieć inicjatywę, nie czekał na błędy rywala. Liu momentami był zaszokowany "pazernością" Waldnera w pierwszym tempie. Wynik 3:0 wydaje się być wysoki, ale poszczególne sety były nadzwyczaj zacięte. Zwycięstwo nad Liu chyba zbyt uśpiło Szweda. W finale przeciwko Kongowi znów zaczął nonszalancko..., bo właściwie poza Chińczykami mało kto stawiał na Konga, który ze światowej elity ma najmniej z ...artysty, jest nadzwyczaj regularny, dokładny, ale światowe imprezy wygrywa, gdy artyści rakietki nie mają dnia. Tak więc Waldner przegrał dwa pierwsze sety, w dwóch następnych obudził się w nim geniusz z nieprawdopodobną dyscypliną taktyczną, doprowadził do remisu 2:2,... i nieoczekiwanie w piątym secie szybko 1:9 dla Konga,..nikt jeszcze nie widział Waldnera tak rozkojarzonego w grze o dużą stawkę, nonszalancja pomieszana z apatią, szkolne błędy przy odbiorze serwisu, z całym szacunkiem dla Konga trzeba stwierdzić, że Waldner dość wyraźnie ułatwił mu zadanie. Tak dotarli Chińczycy do czwartego złota w Sydney. Waldner natomiast musiał zanucić " ...nic dwa razy się nie zdarza ". Jest mistrzem olimpijskim z Barcelony i wicemistrzem z Sydney, ma 35 lat i chyba w Atenach nie będzie poprawiał bilansu.

Finały singla i debla kobiet oraz debla mężczyzn odbyły się z udziałem tylko Chińczyków, trenerzy mieli wolne. W żeńskim singlu - zgodnie z oczekiwaniami - Wang Nan przed Li Ju. Obydwie wygrały konkurencję gier deblowych przed Sun Jin i Yang Ying. W deblu panów mistrzowie z Atlanty przegrali mimo swych wcześniejszych zapowiedzi w finale z parą Wang Liqin/Yan Sen. Z innych wydarzeń przy olimpijskich stołach warto podkreślić, że czwartą lokatę w singlu pań zajęła Jing Jun Hong z Singapuru, która po wygraniu eliminacji w I grze turnieju głównego pokonała rozstawioną z nr 4 Sun Jin. W tej fazie turnieju porażki też doznała Tamara Boros, jedna z najbardziej uzdolnionych Europejek (2:3 z Geng Lijuan). Csilla Batorfi 2:3 uległa Ni Xialian, reprezentującej Luksemburg. Ni w następnej rundzie nie dała rady Li Ju. Na miejscach 5-8 skończyły olimpijski turniej Chire Koyama (Japonia), Qianhong Gotsch (Niemcy), Ryu Ji Hye (Korea), Mihaela Steff (Rumunia). Niemalże zgodnie ze światowym rankingiem - jedynie Steff klasyfikowana była przed igrzyskami na miejscu 12. Leworęczna Rumunka świetnie grała w Sydney. W 1/4 finału przegrała po wyrównanej grze z Jing Jun Hong. Na przekleństwo losu może narzekać chińska Japonka Chire Koyama, której drogę do medalu zagrodziła Wang Nan. Koyama 13 lat w New Delhi w barwach Chin była mistrzynią świata. Nadal gra świetnie i nie rezygnuje z najwyższych celów. Niestety, osiąganie ich utrudniają jej zawodniczki z ...Chin. Przegrała w Sydney z Wang, która rok wcześniej na Mistrzostwach Świata w Eindhoven w dramatycznych okolicznościach też była autorką jej porażki. Trzeci olimpijski medal w grze pojedynczej wywalczyła legendarna 32- letnia Chen Jing. Brawo !!!

W deblu kobiet blisko medalu były Węgierki Csilla Batorfi i Krisztina Toth, piątego seta w meczu o trzecie miejsce przegrały do 19 z Koreankami Kim Moo Kyo i Ryu Ji Hye, które wcześniej były już prawie w olimpijskim finale. Przegrały jednak w piątym secie 22:24 z Wang Nan i Li Ju. W ćwierćfinale Koreanki wygrały piątego seta do 19 z Rumunkami Steff/Badescu. Jedyny medal dla Europy w deblu mężczyzn - brązowy - zdobyli dwaj leworęczni Francuzi Gatien i Chila po zwycięstwie nad Koreańczykami Lee Chul Seung/ Yoo Seung Min. Francuzi nadzwyczaj szczęśliwie awansowali do półfinału po "zawałowym" meczu z Austriakami Schlagerem i Jindrakiem (-15,-19,19,17,20). Dramaty olimpijskie były udziałem sportowców z różnych krajów...Turniej w Sydney bez wątpienia był fascynującym wydarzeniem dla kibiców na całym świecie. Czwarta z kolei Olimpiada z udziałem tenisistów stołowych jest już historią. Za cztery lata w Atenach należy się spodziewać ponownie mocnej obecności Chińczyków w strefie medalowej. Kibice znad Wisły liczą, że ktoś z Polaków stanie na olimpijskim podium.


T.Szydłowski
  copyright © Modest sp z o.o.